wtorek, 28 maja 2013

Moje pierwsze kolczyki

Przez moje ręce, przez kilka lat przewinęło się sporo drewna, szkła, kamieni, srebra oraz miliony innych rzeczy związanych mniej lub bardziej z biżuterią i dekoracjami. Zużyłam też kilka litrów farb oraz lakieru, wymieniałam trochę pędzli na nowe. Żeby do tego doszło musiałam od czegoś zacząć. Czy zaczynałam od zestawu profesjonalnych narzędzi i sznurów pereł? Nie. Historia była taka:

Nie wiadomo skąd i dlaczego nagle zapotrzebowałam kolczyków. Było to dziwne o tyle, że ja nigdy nie miałam parcia na noszenie biżuterii, chociaż posiadałam (i posiadam) tendencje do zbierania jej jak sroka oraz podziwiania i cmokania nad każdym egzemplarzem wytworzonym przez zdolnych rzemieślników. Przejrzałam swoje zasoby i okazało się, że wymaganego przeze mnie wzoru i koloru nie ma. Chciałam coś co przypomina kieł albo pazur - w kolorze kości słoniowej.
Czasem się mówi, że człowieka olśniewa. Tak - wtedy właśnie to nastąpiło. Po godzinnej walce z materią, zjedzeniu kolacji (co było decydującym elementem tworzenia) powstały moje pierwsze, własnoręcznie popełnione kolczyki:





Użyłam do nich:
- bigli ze starych kolczyków
- PUDEŁKA PO TWAROŻKU
- farb akrylowych
- cracku do spękań (do dekupażu)
- lakieru
Posłużyłam się nożyczkami i jakimiś szczypcami znalezionymi w narzędziach.

Może nie jest łatwo dostrzec w pudełku od twarożku kolczyki, ale mi się to właśnie przytrafiło - nie, nie było w tym twarożku żadnych podejrzanych zielnych dodatków.

Dla każdego kto chciałby, a myśli, że do tego trzeba zgromadzić cały arsenał materiałów i narzędzi by zacząć, mam radę: zacznijcie małymi kroczkami. Kiedy nie miałam narzędzi, a miałam pomysły - rysowałam. Cały komplet szczypiec zakupiłam dużo później przez internet, kiedy na dobre rozpoczęłam przygodę z biżuterią.  Nadal cierpię na brak narzędzi do złotnictwa, ale na to pracuje się latami. Tymczasem maluję i dekupażuję dla Was kolczyki, tworzę z kamieni i szkła. Na pewno jeszcze wrócę do robienia w srebrze. A o tym, jak to się robi - w którymś z kolejnych wpisów.
Spodobało się?
Polub wpis. A potem polub Pracownię - będziemy wniebowzięci :)

wtorek, 21 maja 2013

Kolczyki - miniaturowe obrazy.

Mimo, że wiosna dzisiaj w kadr weszły... dynie. Drewniane, leciutkie kolczyki ozdobione miniaturowymi obrazkami w stylu retro. Nie odmówiłam sobie przyjemności domalowania tego i owego oraz postarzenia lakierem adekwatnie do treści obrazka. Srebrne bigle ręcznie wykonane dopełniają całości. Zatem jeśli ktoś chce posłuchać o czym rozmawiają dyniowe maluchy polecam wetknąć kolczyk w ucho i nasłuchiwać.


Decoupage on wood

Spodobało się?
Polub wpis. A potem polub Pracownię - będziemy wniebowzięci :)

wtorek, 14 maja 2013

Szkło jest piękne

Robię biżuterię z drewna, z kamieni półszlachetnych, jeśli tylko mam możliwość - ze srebra, ale nie ukrywam, że mam wielką słabość do szkła. Szkło w biżuterii to całe wieki historii, a i ówcześnie cieszy się ono całkiem dużą popularnością. Głównie ze względu na firmę Swarovski i Pandora. Rzadko jednak przy wymienianiu tych dwóch nazw pada określenie "szkło". Trzeba przyznać że marketing działa i od "pospolitości" tej nazwy te dwie firmy uciekają jak najdalej. Najczęściej zatem mówimy "kryształy" i... "pandora". W pierwszym przypadku to szkło ołowiowe, które poddane odpowiedniej obróbce zyskuje blask i charakter, w drugim dodanie srebra i złota jako opraw zapewnia odpowiednią "klasę" produktu. Piszę to z niejakim przekąsem, chociaż i podziwem dla umiejętności marketingowych promowania marki obu firm. I tak, jeśli nawet jestem pod wrażeniem kunsztu pierwszej w szlifie szkła, tak z drugą mam już pewne kłopoty, bo nawet jeśli fajnym pomysłem i podstawą pomysłu tej firmy jest modułowość biżuterii to cała reszta opiera się na sprzedaży przeciętnych koralików za kosmiczna cenę, podczas gdy za tę samą cenę otrzymamy oryginalne, artystyczne wyroby rodzimych twórców z dziesięciokrotnie większą ilością metali szlachetnych (jeśli już ktoś chciałby się czepiać srebra na przykład). Ale cóż,  takie czasy  - chciałoby się powiedzieć i wpływ marketingu na życie nas nie ominie. Mnie również nie omija, ponieważ - jak każda sroka - mam w swoich zasobach kolczyki i wisiorek z "kryształów" Swarovskiego i czasem używam ich także do robienia biżuterii. 


Nie da się ukryć, że naszyjniki, czy kolczyki ze szkła wykonuję też niejako modułowo. Z tą jednak różnicą, że mam trochę czasu i mnóstwo pomysłów na łączenie kompletnie różnych rodzajów szklanych korali. Mam zatem do dyspozycji: drobne koraliki, szkło t.zw. weneckie, tudzież lampwork z zatopionymi barwnikami i metalami, szkło dmuchane, rurki szklane i całe multum różnorakich kształtów od kulek po sześciany i inne cuda. Lubię je za tę różnorodność, za to, że mogę eksperymentować i łączyć je na wszelkie możliwe sposoby oraz lubię to, że są wyzwaniem. Szkło nie sprzeda się samo - tak jak niektóre kamienie. Nie powiem że to jest "onyks wykopany spod lewej stopy posągu egipskiego faraona" i po sekundzie znajdzie ono swojego nabywcę. W szkle musi być to coś, co przyciągnie uwagę - coś co zobaczyłam w nim ja i postanowiłam zaciekawić tym innych. 


W taki właśnie sposób powstał naszyjnik widoczny na zdjęciach: w prostych szklanych listkach (czy piórkach - jak kto woli) zobaczyłam potencjał na prosty, delikatny naszyjnik w stylu "tribe". Cała reszta elementów naszyjnika to też szkło - czarne, przezroczyste i metalizowane. To jeden z kilku naszyjników, które zaliczam do "Ulubionych, Skromnych Wytworów Rąk Moich".

Glass

Spodobało się?
Polub wpis. A potem polub Pracownię - będziemy wniebowzięci :)

wtorek, 7 maja 2013

Jak się rodzą motyle?

Z okazji pewnego zapotrzebowania na motyle wiosenne zanurkowałam do szafy, by dobyć materiały na stworzenie dwóch par kolczyków. Nie ukrywam, że bardzo lubię motywy z motylami i praca nad nimi to czysta przyjemność. Mimo, że ręce całe w farbie :) Ponieważ na co dzień nie maluję "analogowo" zaczęłam dobywać z pudełek i szuflad farby, pędzle oraz inne cuda. Kiedy już wszystko wyjechało na stół i zostało użyte postanowiłam podzielić się z Wami tajemnicą powstawania kolczyków. Nie jest to jakaś Wielka Tajemnica, ale nie każdy wie jak to się robi. Rękodzieło to piękna sprawa. Swoista medytacja - siadam, skupiam się i już mnie nie ma. To prawdziwa, czasochłonna, precyzyjna praca do której potrzeba cierpliwości, spokoju i... masy materiałów. Zrobiłam zdjęcie czego potrzebuję do zrobienia takich motylkowych kolczyków. Znalazły się na nim: drewienka na kolczyki, pędzle, woda w słoikach, farby akrylowe, paleta, papier do dekupażu, lakier, papier ścierny, świeca, kółeczka metalowe, bigle, szczypce. 


Drewienka trzeba oszlifować, pomalować wstępnie na podstawowe kolory, przeszlifować jeszcze raz i znów pomalować. W międzyczasie czekamy aż wszystko odpowiednio przeschnie, rzecz jasna. Różne motywy, które chcemy umieścić na kolczykach - w tym przypadku motyle - precyzyjnie wycinamy, namaczamy, odsączamy i naklejamy specjalnym lakierem, który - jak widać - służy nam także za klej. Niektórzy na tym kończą - ja nie. Każdą parę kolczyków tworzę inną i teraz zaczyna się najciekawsze, ponieważ każdy motyl jest indywidualnie podmalowywany. Kiedy już na moje oko wszystko gra, zostawiam kolczyki do wyschnięcia przed lakierowaniem. Lakierowanie trwa najdłużej, ponieważ każda warstwa musi przeschnąć. Ostatnia 12h. Po tym już tylko zakładanie kółeczek i bigli i... sprzątanie. A co tam robi ta świeca? Zagadka! Kto wie, niech pisze w komentarzach ;)

Decoupage on wood
Tak to właśnie rodzą się motyle w Artefaktorii - żadne chińskie fiku miku, prawdziwe rodzime rękodzieło :) Powyższe motyle odfruwają właśnie do koleżanek Marty - niech się dobrze noszą!
Spodobało się?
Polub wpis. A potem polub Pracownię - będziemy wniebowzięci :)