środa, 17 listopada 2010

Jedwabie

Wpadłam, jak śliwka w kompot: spodobało mi się malowanie na jedwabiu i wydelegowałam się na kurs tegoż. Ponieważ uczyć się można przez całe życie, poświęciłam trzy dni na zapoznanie z jedwabiem, farbami i samą techniką malowania. Nie ukrywam - hobby jest dosyć kosztowne, ale sama czynność malowania wynagradza ból nadgryzionego portfela. Malowanie relaksuje, odpręża - działa wspaniale na nerwy :)
Otoczenie natomiast podniosło walory owego pobytu na szkoleniu do kwadratu. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia...
silk painting

Na jedwabiu maluje się specjalnymi farbami. Należy ów jedwab naciągnąć na ramkę wykonać szkic (znikającym mazakiem) i malować. W zależności od tego co i jak chcemy malować można wykorzystać konturówkę, którą obrysowujemy dany wzór i wypełniamy powstałe płaszczyzny kolorami (jak w malowance dla dzieci) - konturówka zapobiega rozchodzeniu się farby za obrys, lub malować od razu - uzyskuje się wtedy rozmyte wzory i plamy. To wyższa szkoła jazdy :)

A po malowaniu można odpocząć w pięknych okolicznościach przyrody:

Akademia Łucznica

Wróciłam pełna nowych wrażeń i doświadczeń. Rzecz jasna zaowocuje to w przyszłości nowymi cudami w sklepiku Artefaktorii.
Spodobało się?
Polub wpis. A potem polub Pracownię - będziemy wniebowzięci :)

8 komentarzy:

aleksandrocholik pisze...

Zdjęcia super:) i te fruwające maki, rewelacyjnie Ci wyszły. Próbuj próbuj dalej:) pięknie Ci to wychodzi. Pozdrawiam

doro pisze...

Ooooo jak pięknie!
Dla mnie to bardzo trudna technika. Mi nerwów nie koi, tylko szarpie;DD

Artefaktoria pisze...

Olu - jesteś prowodyrem całego zajścia. Teraz to już klamka zapadła. Albo ramka (z jedwabiem) :)

Doro - Ty chyba żartujesz - jak patrzę na Twoje piękne złocenia to nie wierzę, że coś jeszcze może być dla Ciebie trudne. Do tego to dopiero trzeba anielskiej cierpliwości!

Bella pisze...

W czerwcu tego roku równiez odwiedziłam Łucznicę.
Lepiłam w glinie i tkałam na krosnach. Lepiłam i tkałam to może za dużo powiedziane, no ale w każdym razie próbowałam. To było fantastyczne spędzenie wolnego czasu. Po przeczytaniu Twojego posta bardzo żałuję,ze nie spróbowałam malowania na jedwabiu. Myślę o tym, żeby tam wrócić.
Pozdrawiam:)))
AAAA maki wyjątkowe!

anulla pisze...

Jak wiesz, z Łucznicy mam kilka wytworów rąk mych dzieci. Ale przyznam się, że i dzieła Belli też piękne [może kiedyś się pochwali????].

A teraz czekam po prostu na wytwory Twoje, własne. :D

Artefaktoria pisze...

Bello - to widzę, że tam rodzinnie w Łucznicy - i Ty i dzieci Anulli... Byłam w pracowni ceramiki i się zachwycałam, ze hej. Aż sobie kupiłam mysz z gliny - zawieszkę taką i proste kolczyki. Na razie na lepienie mnie nie stać :(

Anullo - mam nadzieję, że Bella pokaże ;) Moje wytwory robią się - z resztą widać po kocie :)

Dorota pisze...

Ha!!! Do tej Łucznicy mnie ciągnie mnie od pół roku! Mam na oku papier czerpany i wiklinę :)

Aż wymyśliłam pretekst głęboko uzasadniony, aby mnie tam szef wysłał służbowo ;D
No i zobaczym co z tego wyjdzie :)

Piękne piękne maki :)

Artefaktoria pisze...

Doroto, ten papier czerpany to faktycznie fajowa sprawa - nie robiłam nigdy, ale co słyszę jakieś historie to coraz bardziej jestem zainteresowana.

Muszę się jednak ograniczać z eksperymentami, bo w moim przypadku - "co za dużo to niezdrowo" :)

Prześlij komentarz